Znaczenie oczekiwania na Chrystusa w teraźniejszym życiu
John Nelson Darby
Dwie rzeczy są źródłem radości chrześcijanina, będąc zarazem jego siłą w drodze i nieustannie zajmując jego serce. Po pierwsze, jest to żywa relacja i jedność z Bogiem Ojcem i Jego Synem, Jezusem Chrystusem, a po drugie, nadzieja przyjścia naszego Pana. Tych dwóch rzeczy nie można rozdzielić bez uszczerbku dla naszych dusz, ponieważ wszystkie korzyści w życiu osoby wierzącej wynikają z połączenia ich obu. Nic tak skutecznie nie oddziela nas od zła tego świata, jak to, że oczekujemy na naszego Pana. Będziemy lepiej widzieć Chrystusa oczami naszej duszy i w większym stopniu będziemy zdolni pojąć Boży zamysł dla tego świata, jeśli będziemy oczekiwać na Jego Syna z Niebios.
Chcę podkreślić znaczenie obu tych rzeczy. Jeśli nasza nadzieja na przyjście Pana będzie oddzielona od stałej i żywej relacji z Nim Samym, to nie będziemy mieć siły, a nasze serce będzie osłabione umysłem zbyt zajętym i obciążonym złem wokół nas. Gdy oczekujemy na Syna Bożego widzimy Jego całkowite odrzucenie przez ten świat, błędną drogę, którą świat podąża, a u mądrych tego świata zupełny brak mądrości. Widzimy, jak zbliża się Boży Sąd nad tym światem, a zasada zła, która nim rządzi, uderza we wszelkie zapory, które ulegają nadwyrężeniu i się rozluźniają. Dusza jest przygnieciona, widząc to wszystko, a serce smutne. Gdy jednak, dzięki Bożej łasce, chrześcijanin trwa połączony z Bogiem w żywej relacji, jego dusza jest niezachwiana, spokojna i szczęśliwa, ponieważ w Bogu ma zasób błogosławieństw, których ani nie zmienią, ani nie zubożą jakiekolwiek okoliczności życia. Będą nadchodzić smutne i złe wiadomości, ale jego serce będzie trwać niezachwianie w zaufaniu do Pana i to prowadzić go będzie niezależnie od zmieniającej się sytuacji zewnętrznej.
Kochani Bracia, wszyscy tego pragniemy. Potrzebujemy zarówno żywej relacji z Bogiem jak i nadziei na Jego przyjście, aby pewnym krokiem podążać u Jego boku. Nie wierzę, aby dziecko Boże mogło mieć serce utwierdzone w Bożym Słowie i jednocześnie nie czekać na swojego Pana. Aby zrozumieć, że świata nie da się naprawić, musimy najpierw zobaczyć jego grzech polegający na odrzuceniu Chrystusa. Co więcej, dopiero jak zobaczymy duchowymi oczami grzech wieńczący wszystkie dzieła tego świata, zrozumiemy i właściwie ocenimy rzeczywisty charakter świata. Ponadto, dla chrześcijanina szukającego i czekającego na swojego Pana, będzie On więcej znaczył niż mogłyby wyrazić jakiekolwiek słowa. Nie będzie już myślał, że pójdzie do Nieba i będzie szczęśliwy, ale, że to Sam Pan przyjdzie po niego i po cały Swój Kościół. Jak inna to już jest radość. Sam Pan Jezus mówi: „Przyjdę znowu i wezmę was do siebie, żebyście, gdzie ja jestem, i wy byli” (J 14, 3). Inaczej mówiąc: to, co mi da radość, da ją również tobie; tam, gdzie ja będę z tobą, to i ty ze mną – na zawsze.
Być może myślisz, że w ludzkiej doczesnej naturze odnajdziesz dobro, lub, że nakłonisz ją do czynienia dobra poprzez proces wychowania i kształcenia. Nawet gdyby to się udało, pierwszy Adam pozostanie pierwszym Adamem i nie będzie oczekiwał na Chrystusa. W naturze pierwszego Adama nie odnajdziesz Ostatniego Adama, którego ten świat odrzucił. Szukanie odrzuconego Pana jest cechą, która odciska się na charakterze i życiu świętych.
Rozważmy oczekiwanie na przyjście Bożego Syna z Nieba pod jeszcze jednym kątem. Mojego Pana, którego kocham, ze mną nie ma, a oczekując na Niego, otacza mnie tu na ziemi duchowa rzeczywistość tego świata, która mnie przygniata i pozbawia sił. Tym mocniej to widzę i czuję, im głębiej wchodzę w bliską relację z Bogiem, choć Bóg mnie wspiera i podtrzymuje w swojej bliskości. Dlatego Paweł zwraca się do wierzących Tesaloniczan w pierwszym rozdziale drugiego listu: „Ponieważ jest rzeczą sprawiedliwą u Boga (…) wam, uciśnionym, dać odpoczynek wraz z nami, gdy z nieba objawi się Pan Jezus” (2. Tes. 1, 6-7). Już dziś doświadczam wytchnienia w moim duchu czekając na Chrystusa, wiedząc, że gdy przyjdzie, wszystkim zarządzi po swojemu. Jego przyjście okaże się ogromnym problemem dla świata, lecz nie dla Jego świętych. Dla nich będzie pełnym i trwałym odpoczynkiem. Nie dajmy się więc pokonać słabości, znużeniu czy konfliktowym sytuacjom w naszej służbie. O, nie! Proszę w modlitwie Ojca, aby pozwolił mi zwyciężać każdego dnia, a jednak muszę przyznać, że konflikty wyczerpują mnie. Gdy jednak podążam za moim Bogiem, to nie walka przepełnia mój umysł, ale radość w Samym Bogu. Wszystko lepiej zrozumiem, gdy będę już w chwale mojego Pana, gdy Pan objawi się uczczony przez swoich świętych. Wtedy moja dusza o wiele lepiej pozna, kim On naprawdę jest. To będzie ta sama radość, której doświadczyć mogę już teraz, tylko w o wiele większym stopniu.
Jeśli Boża radość zawładnie moim sercem, przesłania mi cały świat i staje się źródłem miłości wobec moich bliźnich w świecie. Choć mogę być zmęczony ciągłymi zmaganiami, czuję mocno, że w świecie są ludzie, którzy potrzebują takiej samej miłości, z jakiej ja czerpię i pragnę, aby jej doświadczali. Aby radość z tego, kim Bóg jest dla mnie, ta radość, która mnie podtrzymuje i przeprowadza przez wszystkie trudy i zmagania, stała się naszym wspólnym udziałem. Abyśmy razem utwierdzali się w Bożej bliskości i nadziei Jego przyjścia. Jeszcze raz to podkreślę, że gdy odrębnie traktujemy relację z Bogiem i nadzieję na Jego przyjście, nasze kroki są chwiejne, decyzje niewłaściwe, a przygnębienie bierze górę. Gdy Boża miłość wypełnia moje serce, wtedy płynie ona w stronę wszystkich, którzy jej potrzebują, zarówno wierzących, jak i grzeszników, według ich potrzeb. Działanie mocy Bożej miłości w moim sercu pokieruje mną, aby służyć innym. Ta miłość uzdolni mnie do udźwignięcia trudu i mozołu, które się z tym wiążą, ponieważ przylgnięcie do Chrystusa prowadzi do służby. Nawet do granic cierpienia – dla Niego. Gdy moja dusza zanurzona jest w Chrystusie, wtedy charakter Chrystusa odciska się na wszystkim, co jest naturą pierwszego Adama.
Ta miłość, która prowadzi mnie do aktywnej służby, nieuchronnie wiąże się z konfliktowymi sytuacjami. Pan zapewnia mnie o swoim błogosławieństwie w próbach i utrapieniach (2. Kor. 1, 4), ale jednocześnie wiem, że będą one moim udziałem, aż do Jego przyjścia (2. Tes. 1, 4) – „Abyśmy byli uznani za godnych królestwa Bożego, za które też cierpimy” (2. Tes. 1, 5). Widzimy więc, że pośród prób i ucisków odnajdujemy błogosławieństwo, aby, doświadczając cierpień dla Chrystusa, jednocześnie czerpać pocieszenie, jakie Bóg wlewa w nasze dusze. Jak ogromne jest to błogosławieństwo w zamian za moje małe kłopoty. Pan zlewa na moją duszę objawienie Siebie Samego. W mojej duszy słyszę Jego glos. Przychodzi teraz do mnie i wypełnia swoją radością. Ja staję się cudownością dla Niego, a On dla mnie. Tak oto Bóg utożsamia się z tymi, którzy dla Niego cierpią.
Kończąc, skoro oczekiwanie na Chrystusa i Jego przynaglająca miłość prowadzi nas w służbę, aby inni razem z nami dzielili nasze błogosławieństwo, a służba przynosi próby i ucisk – nasz Pan będzie nas wspierać i nam usługiwać swoim nieskończonym pocieszeniem. „Jak bowiem w nas obfitują utrapienia Chrystusa, tak też przez Chrystusa obfituje nasza pociecha” (2. Kor. 1, 5). Oby nasz Pan zawsze wypełniał nasze dusze swoją obecnością, a serca były mocne, oczekując na Jego przyjście.
Czekanie.
Chrystus pokazuje nam swoją doskonałość i prowadzi nas taką samą drogą. Swoim doskonałym życiem z cierpieniem u jego końca, objawia nam wierność i dobroć Ojca, abyśmy i my Ojcu zaufali.
„Z tęsknotą oczekiwałem Pana” (Psalm 40,1).
Za doskonałym dziełem stała cierpliwość. To jest wyjątkowa i niezwykle ważna lekcja dla nas. Nasz cielesny człowiek jest w stanie czekać, ale nie tak długo, aż przyjdzie Pan. Nasze ciało nie wytrwa w doskonałej uległości i zaufaniu w siłę i wierność naszego Pana, aby objawiły się nasze posłuszeństwo i wola naszego Boga. Podobnie jak Saul nie wytrwał, pokładając pewność siebie w ciele. Jego siła się skończyła, chociaż czekał aż siedem dni. (1. Sam. 13,8)
Kiedy jego przeciwnicy, dumni Filistyńczycy, nadciągnęli z wojskiem, Saul nie wytrzymał w oczekiwaniu na Samuela. Gdyby był posłuszny i czuł, że nic nie może zrobić, jak tylko czekać, powiedziałby: „Nic nie mogę i nie powinienem zrobić, dopiero aż na miejscu pojawi się Pan z Samuelem”. Ale ciało zaufało własnej mądrości i sile, choć z zachowaniem pobożnych form. Wszystko zostało stracone. Naturalny człowiek wystawiony na próbę, zawiódł.
Chrystus również został wystawiony na próbę. Czekał cierpliwie na Ojca. Wola Ojca wykonała się w pełnym i doskonałym dziele Syna. To jest droga dla nas – poprzez Łaskę.
John N. Darby
ENG: The Present Effect Of Waiting For Christ
https://biblecentre.org/content.php?mode=7&item=626